STRONA GŁÓWNAO AKADEMIIKURSYWYKŁADOWCYARTYKUŁYKONTAKT 
Akademia Terapii Naturalnych

E-mail: atn@atn.edu.pl

Sekretariat i rejestracja:
poniedziałek-piątek od 09:00-19:00
sobota 9:00-14:00

Adres:
ul. Starograniczna 28
54-237 Wrocław

Tel./Fax:
(71) 355-40-27
(71) 354-60-94

Polecamy

Dietetyka Wrocław



Metoda Silvy



Szkoła Trenerów Rozwoju Osobistego



Metoda Naturalnego Uzdrawiania



Szkoła Tai Chi Chuan Stylu Yang



Akademia Feng-Shui



Studium Edukacji Ekologicznej

Autor

Prof. Zbigniew Królicki

Wykładowca Metody Silvy, popularyzator Feng-Shui

Szerszemu ogółowi znany jest jako publicysta, autor i popularyzator radiestezji, chińskiej sztuki aranżacji przestrzeni Feng Shui, medycyny holistycznej i różnych form terapii naturalnej, a przede wszystkim propagator metod i technik rozwijających potęgę myśli, woli i sugestii doskonalących umysł człowieka - metod umożliwiających normalnym ludziom dostęp do intuicyjnych, paranormalnych informacji i umiejętności.


Inne artykuły tego autora

Kursy i terapie prowadzone
przez tego autora


Artykuł

Bioterapia i bioterapeuci

Prof. Zbigniew Królicki


Od kilku już lat w Polsce, na mocy stosownych rozporządzeń i uwarunkowań prawnych bioenergoterapia jest zawodem zaliczonym do kategorii rzemiosł. Izby Rzemieślnicze prowadzą szkolenia i egzaminy w tym zawodzie, działają komisje kwalifikacyjne. Bioenergoterapeuci mając stosowne kwalifikacje potwierdzone komisyjnie, uprawnienia państwowe podbite pieczątką z orłem, otwierają gabinety uruchamiając działalność gospodarczą, zrzeszają się w cechy i federacje dbające o ich interesy i reprezentujące ich wobec władz i urzędów. Pacjenci korzystają w nieograniczony i niczym nie skrępowany sposób z dobrodziejstw różnych form „healingu” traktując te działania jako alternatywę lub uzupełnienie konwencjonalnych form terapii medycznych. Świat lekarski z zainteresowaniem i uwagą przygląda się bioenergoterapii widząc w niej konieczne uzupełnienie technologii medycznych. Poziom zdrowotny społeczeństwa znacznie się poprawia.
Wydawać by się mogło, że ten idylliczno i sielankowy obraz jest prawdziwy, i że jesteśmy jednym z niewielu krajów na świecie gdzie problemy bioenergoterapii i całej medycyny naturalnej są wzorowo rozwiązane z korzyścią dla wszystkich zainteresowanych stron. A jak jest faktycznie?

Moim zdaniem, sytuacja polskiej bioenergoterapii jest cały czas otwarta i w tej kwestii nie dzieje się nic co by zmieniało jej wizerunek i pozycję na rynku usług medycznych. Najważniejszym problemem jest fakt, że lekarze i prawie cały świat medyczny odnosi się do tych terapii niechętnie i wręcz wrogo. O współpracy trudno jest mówić co najwyżej o tolerowaniu. Trudno jest nie zauważyć faktu, że niezależnie od subiektywnych ocen znaczna i ciągle wzrastająca część potrzeb zdrowotnych naszego społeczeństwa realizowana jest poza oficjalnymi strukturami służby zdrowia. I to realizowana z powodzeniem. Rozwiązanie tego problemu próbuje się osiągnąć poprzez zamykanie gabinetów, zabranianie lekarzom współpracy z bioenergoterapeutami czy zajmowania się bioenergoterapią. Czy na pewno jest to droga właściwa.

Również wewnętrzne problemy środowiska bioterapeutycznego coraz bardziej się nawarstwiają a same środowisko generuje ich coraz więcej bo jest coraz liczniejsze. Według nieoficjalnych danych w naszym kraju oficjalną działalność gospodarczą prowadzi 70 tysięcy bioenergoterspeutów Niestety tylko około 300 jest zrzeszonych w różnych cechach i stowarzyszeniach i są to najczęściej te same osoby. Brak jest jednolitej reprezentacji środowiska wobec władz i medycyny oficjalnej. Jednolitej strategii i polityki.
Również stosunek społeczeństwa do tej formy terapii nie jest do końca prawidłowy. Bioenergoterapia jest uważana za ostateczność i szukanie cudu. Najczęściej wtedy gdy wszystko inne już zawodzi a lekarze rozkładają ręce wtedy dla spokoju sumienia rodziny czy własnego sięga się jeszcze po tę formę i trafia do gabinetu bioterapeuty. Dziennikarze dodatkowo podgrzewają sytuację opisując przypadki cudownych uzdrowień i tworząc rankingi najpopularniejszych uzdrowicieli
W żadnym środowisku, nie ma też chęci do gruntownych badań i analiz zjawiska: socjologicznego, psychologicznego, społecznego. O badaniach i analizach metod bioterapeutycznych, skutków terapii, mechanizmów i procesów zdrowienia nawet nie ma co marzyć. Zresztą, która placówka naukowa, kto, miałby takie badania prowadzić.

Moim zdaniem wszystko wynika z faktu, że we współczesnej stechnokratyzowanej, zbiurokratyzowanej i niezwykle drogiej medycynie nie ma miejsca, na nawet najbardziej wartościowe elementy medycyny naturalnej. Dlatego że inne są założenia i paradygmaty współczesnej nauki i medycyny. Inne założenia dzisiejszego świata.

PARADYGMAT NAUKI I MEDYCYNY
Nauka i medycyna współczesna wykształciła przez dziesiątki lat, mechanistyczny obraz rzeczywistości i człowieka. O współczesnych czasach często mówimy: Wiek Nauki. Myślenie racjonalne jest jedynie obowiązujące tak jak wiedza naukowa jest jedynym rodzajem wiedzy, do przyjęcia. Kartezjańskie przekonanie o istnieniu prawdy naukowej tzw. prawdy obiektywnej dominuje w kulturze i myśli Zachodu, a metoda naukowa jest jedynym słusznym sposobem prowadzącym, nie tyle do zrozumienia co wyjaśnienia zjawiska.

Subiektywizm i intuicja są nie tylko, że niepotrzebne, ale wręcz szkodliwe w procesie obiektywnego poznania.
Zjawiska można wyjaśniać nie można ich zrozumieć. Przedmiot badań jest całkowicie ubezwłasnowolniony i pozbawiony jakiejkolwiek świadomości - czucia, chcenia woli. Zniknęły prawa powinności pojawiły się prawa przyczynowo skutkowe. Naukowiec nie będzie zastanawiał się nad moralnością prawa grawitacji. Stwierdzi ,że tak jest, opisze stosowne postępowanie fizyczne i streści wzorem matematycznym. Dla wzoru, doświadczenia, chemicznej analizy zupełnie obojętne jest czy uczony jest buddystą, praktykującym katolikiem, ateistą czy nawet przestępcą - wynik będzie ten sam jeżeli przeprowadzi się go według ściśle obowiązującej metody. To zimne "bezduszne" podejście wzięło swój początek od Newtona i jego mechaniki, którą można uznać za podstawowe składniki paradygmatu naszego świata, określające sposoby myślenia i orientowania się, tak w nauce jak i w medycynie, polityce, ekonomii. życiu społecznym i codzienności. Postawa taka zwana scjentyzmem ,panuje i zdominowała całkowicie system oświaty, instytucje społeczne i polityczne . Zasady Newtonowskiego paradygmatu tak mocno osadziły się w naszej mentalności, że nie dostrzegamy iż są to sztuczne, fikcyjne twory tworzone przez nas samych dla lepszego zrozumienia tego co jest i tak niezrozumiałe.
Przyzwyczailiśmy się do tego, że człowiek może być traktowany przedmiotowo. Podzielony na odrębne komórki, tkanki; systemy i układy. Podzielony na osobowość, intelekt, charakter, podświadomość itd. W kategoriach analizy człowieka najmniej jest elementów ludzkich, humanitarnych. Są natomiast prawa i zasady społeczne, ekonomiczne, psychologiczne, są też prawa natury. Wszystkie prawa są naukowe i są ostateczną instancją do której w praktyce może dotrzeć myśl. Funkcjonowanie społeczne i zwykła codzienność opanowana jest przez paradygmat mechanistyczny. Od lekarza ,nawet jeśli jest wierzącym katolikiem nie oczekujemy aby w prowadzonej terapii uwzględnił efekt święconej wody czy skutek sakramentu namaszczenia chorych. Oczekujemy by zrobił to co lekarz ateista.

Czy jednak słusznie? Każdy etnolog powie, że we wszystkich kulturach od zarania dziejów było inaczej - siły mistyczne włączone były w zachowania praktyczne, co satysfakcjonowało duchowe „ja”. Czy zatem taki kształtowane przez naukę podejście będzie słuszne? To co dzieje się z nauką od początku naszego stulecia wskazuje ,że chyba jednak konieczne są zmiany w tym paradygmacie.

Powoli, samoczynnie tracą ważność już niektóre elementy paradygmatu mechanistycznego. Jest coraz powszechniej wiadome, że teorie naukowe nie dadzą nam nigdy całkowitego i ostatecznego opisu rzeczywistości. Będą zawsze przybliżeniem do prawdziwej natury rzeczy, nigdy nią samą. Uczeni i nauka nie zajmują się prawdą; zajmują się ograniczonymi i przybliżonymi opisami rzeczywistości .
Zburzona zostaje koncepcja Newtonowskiej jednorodnej przestrzeni trójwymiarowej. Zanegowany zostaje wiecznie równomiernie płynący czas. Kwestionowana jest Arystotelesowska logika i tożsamość rzeczy. Odkrycia fizyki kwantowej, zasada nieoznaczoności Heisenberga, cząstki wirtualne - wszystko to obala dotychczasowy obraz świata, odsłaniając jednocześnie inny obraz, bardziej zbliżony do filozofii i religii Wschodu, bliższy tradycyjnemu myśleniu magicznemu.

Pojawiają się i są poważnie traktowane: teoria GAI - istoty planetarnej, żyjącej i myślącej planety; teoria umysłu globalnego w którym każdy z nas ma swoją cząstkę, czy też holograficzna teoria wszechświata. Za pomocą współczesnej fizyki można dziś pokazać innym naukom, że myślenie naukowe wcale niekoniecznie musi być redukcjonistyczne i mechaniczne, że teorie holistyczne i ekologiczne są również naukowo uzasadnione. Są, ale tak jakby ich nie było. Z trudem przedzierają się do gmachów uniwersyteckich i akademii medycznych. Paradoksalnie łatwiej do pracowni fizyków i matematyków.

Na każdym etapie kolejnej fazy poznania rozpoczyna się zbieranie faktów. Te zbieranie dokonywane jest jednak w oparciu o postawy i sytuacje oceniane na podstawie wcześniejszych, obowiązujących doświadczeń. Pomimo tego, gdy obserwacje są rzetelnie prowadzone wiele faktów nie mieści się w ukształtowanym już patrzeniu i w ogólnie przyjętym za prawdziwy, widzeniu świata. W tym widzeniu świata, lekceważenie i odkładanie na bok jest niezwykle charakterystycznym postępowaniem dla ogólnej, społecznie normalnej populacji. W pewnej chwili "niewygodnych" faktów jest tyle, że wybrana jednostka, być może na wyższym etapie społecznej odpowiedzialności, przestanie je już ignorować, bo coś będzie wywoływało jej niepokój. W oparciu o odrzucanie zbyt wielu obserwacji, uczciwy uczony sformułuje nową tezę, nowy zbiór założeń aż wreszcie nowy paradygmat nauki.

Dla przykładu, być może już niedługo wybitny uczony lub grupa przyjrzy się niezwykle istotnej sferze życia społecznego jaką jest niewątpliwie medycyna naturalna i stereotyp społecznego stosunku do problemów zdrowia i choroby. W ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat zebrano ogromną ilość różnego rodzaju danych i obserwacji dotyczących tzw. zjawisk bioenergetycznych w medycynie. Nie wzruszało to jednak generalnie podstawami nauk medycznych, a obserwując polską rzeczywistość, można by napisać - nie wzrusza. Zainteresowanie tego typu zjawiskami w dalszym ciągu traktowane jest jako dziwactwo i psychiczne, społecznie niegroźne dewiacje niektórych nawiedzonych lekarzy czy psychologów.

Termin „medycyna holistyczna” nieodmiennie wywołuje grymas zdziwienia, a medycyna naturalna, zakłopotanie związane z niezrozumieniem i posadzeniem o ciemnotę i zacofanie.. Nawet nie warto już mówić o innych „dziwactwach” jak np. wizualizacje medyczne czy terapeutyczne obrazowania, które poprzez wywołanie odpowiednich skojarzeń i obrazów mentalnych nasyconych emocjami mają, rzekomo, pomóc w dojściu do zdrowia. Przeciętny zdrowy rozsądek w lekarskim kitlu, najczęściej wiedząc na te tematy niewiele, woli na wszelki wypadek być przeciw lub zepchnąć je do szamaństwa i magii. A od niej, wiadomo, najlepiej trzymać się z daleka .Okazuje się jednak, że medycyna rozwija się w wielu kierunkach, również w tych mało tolerowanych, a ostatnie lata to prawdziwa eksplozja badań naukowych powodujących istną rewolucję w rozumieniu przyczyn powstawania chorób, pojmowaniu organizmu człowieka i warunków powrotu do zdrowia. To co było kiedyś domenom, traktowanych z przymrużeniem oka naturoterapeutów: relaks, medytacja, wizualizacja, hipnoza, biofeedback, muzykoterapia, stają się pełnoprawnym postępowaniami medycznymi . Wręcz zalecanymi naprawiaczami psychiki, bo bez jej naprawienia trudno o prawdziwy powrót do zdrowia.
Przez wiele stuleci zgodnie z obowiązującym paradygmatem, medycyna zachodnia nie dostrzegała związku między ciałem i umysłem, a co dopiero między systemem odpornościowym a resztą ciała. Nie dostrzegała bioelektroniki organizmu człowieka i biopola.

Wprowadzony przez Kartezjusza dualny podział świata na dwa podstawowe składniki; materię widzialną i myśl dał medycynie i lekarzom swobodę eksperymentowania na ludzkim ciele jednocześnie myśl, przynależną do sfery ducha pozostawił Kościołowi. Ten faktycznie sztuczny podział okazał się niezwykle dogodny dla obu tych stron, określając i precyzując strefy wpływów. Z czasem z tego podziału zrodziła się „medycyna naukowa” – styl uprawiania medycyny właściwy lekarzom z określonym tytułem naukowym i obowiązkową ścisłą specjalizacją, jako że zgodnie z fundamentalną koncepcją, człowieka można podzielić na części : układy, narządy, funkcje – zupełnie niezależne od siebie. Stopniowo lekarze będąc w zgodzie z orientacja naukową nabierali przekonania, że każda fizyczna choroba i przypadłość ma swoje fizyczne przyczyny w postaci bakterii, wirusa czy zaburzeń równowagi chemicznej, a dotarcie do tej przyczyny jest tylko kwestią czasu. Wtedy należy zaaplikować lek, szczepionkę czy określoną „technologię” naukową a choroba zniknie. W wielu wypadkach nie oznaczało to jednak powrotu do zdrowia.

Do rangi anegdot urastają stwierdzenia o tym, że: „... operacja się udała ale pacjent zmarł”, „ wrzody żołądka zniknęły ale pojawiła się marskość wątroby i dolegliwości jelit”, „stawy nie bolą ale pojawiła się grzybica i bezsenność.” Niestety nie są to anegdoty. Zapominanie o konieczności holistycznego traktowania człowieka, o skutkach ubocznych stosowania leków to jeden z objawów takiej koncepcji medycyny. Inny przejaw to stosunkowo powolny i trochę nieśmiały rozwój psychiatrii, psychologii, neurologii i generalnie wiedzy o psychice i umyśle człowieka. To „zakazana” do niedawna, strefa do badań i penetracji naukowych, broniona zaciekle przez szatany, demony i opętania, na które najlepszym rozwiązaniem pozostają: posty, woda święcona i egzorcysta. Nawet dzisiaj, już XXI wieku, można spotkać w niektórych publikacjach stwierdzenia osób z tytułami naukowymi i kościelnymi, że umysłu nie należy badać a szczególnie rozwijać, że psychoterapia, relaksacja czy medytacja to wymysł szatana służący zniewoleniu, itp..

Pomimo tych doktrynalnych trudności niektóre umysły wychodziły, od wieków, poza te ograniczenia i uproszczenia, szukając prawdziwego powrotu do zdrowia w przywracaniu równowagi naturalnych sił organizmu. Sił psychicznych i fizycznych. Systemy medyczne odwołujące się do tej koncepcji pojawiały się w Grecji, Indiach i Chinach. Z czego do naszych czasów przetrwał system chiński i hinduski gdzie podział na psychikę i ciało po prostu nie istniał i nie istnieje, a pojecie bioenergetyki organizmu jest czymś zupełnie oczywistym.
Dzieje się tak dlatego, że aby zaakceptować te i podobne zjawiska trzeba zbyt dużo zmienić w naszym obrazie świata. Zrezygnować z prawd na których opiera się nasza Zachodnia cywilizacja, kultura, religia, stosunki społeczne i codzienne życie. A przede wszystkim zmienić stosunki panujące pomiędzy nauką i subiektywnymi oczekiwaniami przeciętnego człowieka. Wielu zainteresowanych tą problematyka twierdzi, że decydująca rolę odgrywa ekonomia , problemy finansowe i interesy koncernów i firm farmaceutycznych.
Medycyna Naturalna bioenergoterapia jest relatywnie tania i nie wymaga skąplikowanego drogiego usprzętowienia.

Przykład:
Wydział medycyny Uniwersytetu Harwarda przeprowadził w 2001 roku w Stanach Zjednoczonych ankietę dotyczącą medycyny naturalnej i healingu. 42 procent respondentów przyznało się, że w ciągu minionego roku poddało się przynajmniej raz jednej z terapii niekonwencjonalnej. Opierając się na tych wynikach można szacować że 83 miliony amerykanów korzysta z medycyny alternatywnej. Światowa Organizacja Zdrowia ocenia, że 4 miliardy ludzi, czyli około 80 procent ludności świata stosuje ziołolecznictwo i różnego rodzaju techniki biomasażu jako uzupełnienie podstawowej opieki zdrowotnej.

Wyniki i rezultaty tych badań i analiz skłoniły wiele wydziałów medycznych Uniwersytetów amerykańskich do wprowadzenia wykładów informacyjnych o technikach i metodach medycyny niekonwencjonalnej. Pojawiają się pierwsze podręczniki akademickie z tej dziedziny. Pomimo to Amerykański Departament Żywności i Lekarstw nie zaleca stosowania ziół ani środków medycyny naturalnej.

Bioenergoterapia istnieje i istnieć będzie. Uważam, że oficjalne czynniki medyczne powinny ten fakt dostrzec i nadać mu poważny stosowny do rangi problemu wymiar. Nadać należyta opiekę fachową. Sceptycyzm i powściągliwość środowisk medycznych w podejmowaniu jakiejkolwiek działalności poznawczej, edukacyjnej, szkoleniowej opóźnia znacznie postęp w tej dziedzinie. To co może zrobić środowisko bioenergoterapeutów to dbać o fachowość, gruntownie kształcić i głosić swoje sprawy jednym donośnym głosem.


Wróć na początek artykułu.

 STRONA GŁÓWNAO AKADEMIIKURSYWYKŁADOWCYARTYKUŁYKONTAKTY 

(C)2008-2017 Akademia Terapii Naturalnych. Wszystkie prawa zastrzeżone.